poniedziałek, 15 lutego 2010

Marzenia

Zdjęcie pracy Renaty Świercz www.swiercz.pl


Nie był to zamierzony plan. Po prostu był mróz i chcieliśmy skoczyć na grzane wino. Mieszkaliśmy wtedy na Noakowskiego i Czwarta Szklanka była tuż pod nosem. Dziś jest tam  niestety kiepsko zrobiony rockowy klub bez klimatu - z krzesłami ogrodowymi i byle jaka obsługą, ale wtedy.. Wszystko było w jasnym drewnie, na ścianach wisiały zdjęcia łódek i ogłoszenia o rejsach, nad barem wisiał dzwon do wybijania szklanek, a z głośników leciała w kółko ta sama płyta przekonując "Ludzie, nie sprzedawajcie swych marzeń, nie wiadomo, co się jeszcze wydarzy w waszych snach". Jednym słowem atmosfera idealna do snucia wakacyjnych planów - Może pojedziemy do Maroko? - Tam ciepło. - I tanie bilety z Madrytu - I można jechać niedługo - Ale jak już dotrzemy do Afryki, to bez sensu tak od razu wracać, pojedźmy na miesiąc, może do Libii - Jest tu jakaś mapa? - Traf chciał, że byliśmy właśnie w Czwartej Szklance - na barze stał globus, który natychmiast zaanektowaliśmy. Maroko, Mauretania, Mali... - padały nazwy kolejnych krajów. Nie pamiętam już kto rzucił wtedy - Co się będziemy oszczędzać? Jedźmy dookoła!


Koniec końców nie pojechaliśmy wtedy na kilka miesięcy, a na kilkanaście dni i nie do Afryki, tylko do Syrii. Jednak od tamtej pory myśl o wędrówce przez świat uparcie powracała. Dojrzewała w naszych głowach, aż z nierealnego marzenia zmieniła się w przekonanie, że kiedyś to zrobimy. Pewnego dnia nie można było zrobić już nic innego, niż wciąż jeszcze z niedowierzaniem, powiedzieć "Jedziemy".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza