Po zabawie
Plan, jak zapisaliśmy kiedyś poniżej nie był zbyt skomplikowany. Może dlatego się udało. Na koniec świata i z powrotem. Oczywiście, że warto, oczywiście, że kapitalnie. Blog, chwilami całkiem popularny (za co serdecznie dziękujemy) jest teraz w drzemce, czasem tylko się obudzi i jakąś historię sobie przypomni.
A DOKĄD TO?
Głównych atrakcji mamy na razie wpisanych niewiele, czekamy na podpowiedzi, mozecie je dodawać np tu: http://12stref.blogspot.com/2010/07/dokad-to.html
Autorzy najlepszych podpowiedzi będą nagrodzeni w jakiś pokręcony sposób.
And for our English speaking friends :
Our plan is simple. Starting from August 1, 2010 we are heading East from Warsaw . The idea is to end up where there is noon when we expect midnight and summer when ther should be proper winter. – All other way round, all down under to see how it goes. We have the almost half a year, so we should not rush too much. Just to catch a plane from Kuala, the rest should work our fine.
The main attractions and points on the route are on the map. Still waiting for suggestions where to go/see/do You can add them here: http://12stref.blogspot.com/2010/07/dokad-to.html
Authors of the best suggestions will be rewarded in some weird way.
The main attractions and points on the route are on the map. Still waiting for suggestions where to go/see/do You can add them here: http://12stref.blogspot.com/2010/07/dokad-to.html
Authors of the best suggestions will be rewarded in some weird way.
Marzenia
Zdjęcie pracy Renaty Świercz www.swiercz.pl
Nie był to zamierzony plan. Po prostu był mróz i chcieliśmy skoczyć na grzane wino. Mieszkaliśmy wtedy na Noakowskiego i Czwarta Szklanka była tuż pod nosem. Dziś jest tam rockowy klub bez klimatu - z krzesłami ogrodowymi i byle jaka obsługą, ale wtedy.. Wszystko było w jasnym drewnie, na ścianach wisiały zdjęcia łódek i ogłoszenia o rejsach, nad barem wisiał dzwon do wybijania szklanek, a z głośników leciała w kółko ta sama płyta przekonując "Ludzie, nie sprzedawajcie swych marzeń, nie wiadomo, co się jeszcze wydarzy w waszych snach". Jednym słowem atmosfera idealna do snucia wakacyjnych planów - Może pojedziemy do Maroko? - Tam ciepło. - I tanie bilety z Madrytu - I można jechać niedługo - Ale jak już dotrzemy do Afryki, to bez sensu tak od razu wracać, pojedźmy na miesiąc, może do Libii - Jest tu jakaś mapa? - Traf chciał, że byliśmy właśnie w Czwartej Szklance - na barze stał globus, który natychmiast zaanektowaliśmy. Maroko, Mauretania, Mali... - padały nazwy kolejnych krajów. Nie pamiętam już kto rzucił wtedy - Co się będziemy oszczędzać? Jedźmy dookoła!Koniec końców nie pojechaliśmy wtedy na kilka miesięcy, a na kilkanaście dni i nie do Afryki, tylko do Syrii. Jednak od tamtej pory myśl o wędrówce przez świat uparcie powracała. Dojrzewała w naszych głowach, aż z nierealnego marzenia zmieniła się w przekonanie, że kiedyś to zrobimy. Pewnego dnia nie można było zrobić już nic innego, niż wciąż jeszcze z niedowierzaniem, powiedzieć "Jedziemy".
Pierwszy bilet
Chociaż wiedzieliśmy już, że jedziemy i nawet mniej więcej kiedy, jakoś nie paliło nam się do załatwiania wszystkich spraw. Czytaliśmy książki i blogi podróżników, chodziliśmy na pokazy slajdów, w głowie tworzyły się różne wersje trasy, ale jakoś wciąż brakowało czasu na poszukanie konkretnych biletów. Nic w tym dziwnego - my po prostu nie lubimy dokładnych planów. Wolimy mieć wytyczony cel, d którego zmierzamy w swoim tempie, zatrzymując się tam, gdzie miło, zbaczając z trasy, jeśli coś nas zainteresuje. Rozsądek podpowiadał jednak, że musimy mieć zapewniony powrót. Do roboty zmusiła nas Jaga podsyłając info o promocji AirAsia. Okazało się, że z Kuala Lumpur można tanio wrócić do Londynu. I już mieliśmy ten bilet kupować, kiedy zrodził się w nas bunt. Jak to? Bilet powrotny? Jeśli go kupimy, to od dziś każda myśl o tym dokąd pojedziemy będzie zmierzała w tym samym kierunku - w listopadzie wracamy do Londynu. W dodatku z Kuala był jeszcze jeden bilet, jeszcze tańszy - do Australii!! I znów głos rozsądku - przecież nie będziemy mieli już żadnej kasy. Ale nie wykorzystać takiej okazji! Czas nas gonił, promocyjne ceny zmieniały się z godziny na godzinę. Decyzja musiała być szybka. Przerzucaliśmy się emocjonalnymi za i racjonalnymi przeciw. Ale tak się składa, że w listopadzie Paweł ma urodziny. Pytanie, czy woli spędzić urodziny w Londynie z perspektywą powrotu do pracy, czy w Melbourne bez żadnej perspektywy nie wymagało odpowiedzi :)
Nasza trasa ma już więc 3 stałe punkty: Kuala Lumpur, Melbourne, Londyn (w styczniu:)
Dzięki Jaga!!!

Jak będziecie w Sydney to się odezwijcie!
OdpowiedzUsuń