Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LegendyUpdejted. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LegendyUpdejted. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2015

O przyczajonym tygrysie, co przestał się czaić dzięki czemu załapał się na listę Światowego Dziedzictwa Unesco

Pra, pra, pra-wnuczek bohatera opowiadania spędza czas w pekińskim zoo

Olbrzymia, rudo-czarna bestia poderwała się z zarośli wciśniętych gdzieś między burymi skałami. Wyrzucając przed siebie potężne łapska, Tygrys kłusował do brzegu przewalającej się z rykiem rzeki. W jego ruchach gracja splatała się z siłą. Mimo wielkiej masy każdy skok przychodził mu z łatwością, ba, każdy następny był szybszy i bardziej dynamiczny. Po kilku sekundach widać było, że zwierzę biegnie prosto ku mętnym, wzburzonym falom kipiącej wody. Wieśniacy, którzy teraz dostrzegli pędzącego kolosa, zamarli pełni przerażenia, a może fascynacji. Nie potrafili drgnąć, widząc, jak zmniejsza się odległość pomiędzy śmiertelnie groźną rzeką i śmiertelnie groźnym zwierzęciem. Ostatni skok. Już widać, że nie wyhamuje, że zabójcy się na siebie rzucą. Na moment gęstnieje osnowa rzeczywistości. Spowalnia czas, milkną ptaki, wiatr wstrzymuje swój oddech, cichnie huk rzeki, muchy wiszą bez ruchu. Jedyny dźwięk jaki istnieje w całym wszechświecie to dochodząca z niebios "O Fortuna" Carla Orffa, przy której oniemiały Bóg ogląda to widowisko. Tygrys wolno opada na kamień przed wodą. Potężne łapska długo uginają się kumulując siłę. Dopiero gdy jego biały brzuch prawie dotyka skały, zwierzę napina wszystkie mięśnie i wybija się daleko w przód. Energia eksploduje. Przygasa słońce. Tonie Atlantyda. Tygrys wyciąga się i szybuje w kierunku wielkiego głazu leżącego w nurcie rzeki. Dolatuje do skały, a po ułamku sekundy znowu się wybija i jednym susem pokonuje ostatnie kilka metrów. Jest na drugim brzegu. Wieśniacy stoją w osłupieniu. Jednemu ślina ścieka z otwartych ust, drugiemu coś kapie z nogawki, trzeci zastanawia się, kto mu uwierzy, jak opowie, co widział.
Welcome to Tiger Leaping Gorge ?

Na szczęście ktoś w tę historię uwierzył i mniej więcej taka opowiastka tłumaczy, czemu wąwóz, który uchodzi za jeden z najpiękniejszych na świecie, nazywa się Wąwozem Skaczącego Tygrysa. Bać się nie ma czego, wszystkie tygrysy w okolicy już dawno przerobiono na amulety i lekarstwa, ale kanion wygląda imponująco. Dziura w ziemi na dwa kilometry, jedna z najgłębszych na planecie. W samej dolinie, która w najwęższych miejscach ma mniej niż 30 metrów, kotłuje się Jangcy, a właściwie Rzeka Złotego Piasku, która potem wpada do Jangcy. W jednym ze zwężeń, na środku rzeki, leży głaz, po którym podobno skakał legendarny tygrys. Wiele tysięcy kilometrów dalej, w samej delcie, ta matka wszystkich chińskich rzek rozlewa się na kilkanaście kilometrów. Po drodze są jeszcze monumentalne Tamy Trzech Przełomów, spiętrzające wodę na wysokość kilku wieżowców. To naprawdę spora rzeka, a ten tygrys tak sobie ją bezczelnie przeskoczył.

 







Legendarne głazy po prawej (przyjmijmy, że na tym odcinku od wieków nie ma erozji ;-) 



środa, 21 stycznia 2015

Zatoka Ha-long i smoki plujące "na bogato"

Zastanawialiście się kiedyś jak powstała Zatoka Ha-long? Według legendy było mniej więcej tak:



Dawno temu pewien Czarny Charakter zza morza postanowił najechać mieszkańców północnego wybrzeża Wietnamu, tego bliżej Chin (uwaga - to nie był jeszcze Wujek Sam). 

Parę miesięcy później, grupka kiepsko uzbrojonych wietnamskich wojowników / ochotników przyglądała się zbliżającym się do plaży dżonkom. Niestety nie miały one na pokładzie bogatych turystów, tylko zawodowych zabijaków. Słońce dopiero wschodziło, powietrze pachniało wilgocią, a ciepłe fale obmywały bose stopy obrońców. 

- Jaka szkoda, że nie mamy jeszcze tych szybkich skuterów, którymi nasi prapraprawnukowie będą pędzili po ulicach Hanoi - westchnął Dai.

Nie mamy nawet pieprzonych rowerów, i wygląda też na to, że możemy mieć trudności z przekazaniem naszych genów kolejnym pokoleniom, także i z tymi wnukami kicha  - dorzucił smętnie drugi.

- Nie bądź takim cholernym malkontentem Hao!. Wylosowaliśmy świetne miejsca w pierwszym rzędzie i nikt nie zasłoni Ci inwazji. To historyczna chwila! Dwa tysiące lat przed wszystkimi obejrzysz kawałek najlepszego kina akcji. Może nawet całe dziesięć minut - pocieszał kolegów Minh.  

Wtem powietrze przeszył świst jakby z wielką prędkością spadał z palmy kokos.

-Czy to F4 Phantom?* - zakrzyknął starzec przy straganie z pamiątkami.

-Czy to francuscy spadochroniarze?** - westchnęła młoda dziewczyna.

-O czym Wy mówicie? Wszystko w swoim czasie. Na razie na ratunek nadlatują smoki - wyjaśnił sprawę wiejski wróżbita i znachor.

Stary widział co gada. Po soczysto-zielonych górskich zboczach pędziły cienie nadlatujących gadów. Klucz prowadziła mama-smoczyca, a za nią  szybowały młodsze pociechy. Wszystko karnie, w równych odstępach, w szyku bojowym. Jadeitowe brzuchy połyskiwały w odbitych od fal promieniach wczesnego słońca. Świst powietrza wzbierał w miarę jak olbrzymy rozpędzały się schodząc lotem ślizgowym z 1200 stóp npm. Pierwsza zacharchała matka. Przelatywała właśnie nad głowami nielicznych obrońców i Hao poczuł przyjemne ciepło spływające po lewej nodze. Parę sekund później, Smoki dolatywały do dżonek floty inwazyjnej.      
Kutry rybackie przy wyspie CatBa



Wtedy zaczęło się plucie. Gady zaciągały głęboko opróżniając zawartość zatok z wprawą starego chińczyka i waliły, pluły .... perłami (Co tłumaczy czemu w Azji wszyscy plują - każdy po cichu liczy, że w końcu zamiast tego, co zwykle uda mu się sztuczka z perłami). Według legendy smocze perły nie były jednak standardowym produktem jubilerskim. Ku rozpaczy rybaków wpadając do zatoki  zamieniały się w stosy głazów i kamieni. Głazy uformowały setki, tysiące małych wysepek, tworząc trudne do pokonania zasieki. W tym miejscu historia się trochę plącze. Nie ma pełnej zgody odnośnie tego, co było dalej. Najpopularniejsza wersja mówi, że rozpędzone okręty porozbijały się o wyrastające z wody skały. Niewykluczone też, że Czarny Charakter widząc takie wsparcie z powietrza zdecydował się wrócić do domu, znaleźć hobby, zająć się wnukami itp.
Jedno jest pewne -  rybacy z nadbrzeżnych wiosek zostali uratowani, a potem żyli długo i szczęśliwie (z wyjątkiem tych, którzy w kolejnych latach pozabijali się wpadając łodziami na kamienie i wyspy sterczące z wody). Zatoka na pamiątkę zdarzenia nazwana została Ha-Long, co znaczy coś w rodzaju “Zatoka Lądującego Smoka”. Wiele lat później stała się największą atrakcją turystyczną w regionie, a nawet została uznana za jeden z siedmiu naturalnych cudów świata w durnym plebiscycie Internetowym.



W dwudziestym pierwszym wieku setki wycieczkowych dżonek wożą po mętnych wodach zatoki miliony turystów rocznie. Wyspy nadal pozostają perłami - porośnięte soczystą zielenią cokoły wyrastają stromo co kilkaset metrów tworząc baśniową scenerię. Wiele wysp ma ledwie na kilkanaście metrów szerokości (pewnie z perłowej charchy smoczych dzieciaków). Wyrastają z wody jak kamienice wysokie na kilka pięter. Szarpane, pokruszone granie sprawiają, że przy odrobinie wyobraźni skały mogą zamienić się w zwierzęta - koguta z grzebieniem czy garbatego woła. Większe wyspy kryją jaskinie pełne krasowych stalagmitów albo podwodne komory. Na największych wyspach, w miejscach gdzie smoki musiały napluć najwięcej, zmieściły się całe miasteczka, z hotelami, restauracyjkami i plażami dla stale przypływających tu turystów.

* Myśliwce F4 Phantom - znane również jako "zabójcy mig'ów". Występowały w Wietnamie w latach 60-tych i 70-tych XX wieku. Parę setek pozostało to na zawsze, reszta wróciła za morze. 
** Francuscy Spadochroniarze - występowali w Wietnamie w latach 50-tych XX wieku. Parę setek pozostało to na zawsze, reszta wróciła za morze.