Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Zelandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Zelandia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 stycznia 2011

WKD - Wellingtońska Kolej Dojazdowa



Wellington
Zabytkowy podmiejski w służbie czynnej - efekt nieudanej prywatyzacji WKD
Korzystając w nowoczesnych technologii do których mamy dostęp (internet, komputer, picassa!)  zaczynamy porządki. Na początek nadrabiamy zaległości z  Nowej Zelandii.

Na kilka słów zasługuje Wellington, formalnie stolica kraju. Jakoś ciepło nam się zrobiło, kiedy słuchaliśmy historii naszych Couchserfingowych gospodarzy. Narzekania na pogodę - zwykle pochmurna, wieje, pada i często szaro. Transport - tragiczny. Samochody grzęzną w korkach. Kierowcy autobusów sieją postrach wśród pieszych i pasażerów. Kpiną jest też WKD - Wellingtońska Kolej Dojazdowa, sprywatyzowana parę lat temu i doprowadzona do przez prywatnych przewoźników ruiny. Potem znowu upaństwowiona. Skończyło się, że po tych reformach zabrakło składów. Pomysłowe władze miasta poszły więc po pomoc do .... museum komunikacji i przywróciły do życia emerytowane wagoniki z lat czterdziestych.Spektakularny sukces prywatyzacji na drugim końcu świata.
Opowiadań takich słyszeliśmy więcej - o reorganizacji ruchu, która pogrążyła miasto w chaosie, o wiecznie trwających inwestycjach, o wyborach itd. Pomimo tych wszystkich przeciwności Wellington ma dużo uroku. Na ulicach widać, że wellingtończycy mają więcej charakteru i inicjatywy niż ich politycy - świetne murale, fajne knajpy, miłe uliczki. Sporo pracują, z pieniędzmi średnio, narzekają na ceny mieszkań. Zrobili też niezłe muzeum, z zupełnie innej ligi niż miejski transport.  Może Hania wystąpi z incjatywą 'Miasto Bliźniacze'?





Wiatr od morza
Muzeum: Jedyny na świecie kalmar, który potrzebowałby kilku metrowej frytkownicy
Żołte autobusy, postrach Wellingtończyków

czwartek, 13 stycznia 2011

Lotniczo


Życiowa mądrość na lotnisku w Sydney
Jak widzę w sieci jakaś moda na tematy awiacyjne nastała, postanowiliśmy też wpisać się w ten nurt i parę słów samolotach i portach urodzić.
Z pozoru sprawa prosta - słyszymy lotnisko i w głowie pojawia sie obraz Okęcia, Balic, Heatrow, Frankfurtu czy jakis innych portów europejskich. Mniejsze lub większe, wyposażone zawsze w 'podstawowy' jakby sie wydawalo zestaw - asfaltowy pas, wieże, kontrole, sklepy, wózki na bagaże itd. Do tego armia pracowników. 
Pozornie jest to obrazem uniwersalnym, ale to taka europejska perspektywa. W gruncie rzeczy żaden z tych elementów nie jest konieczny żeby nazwać miejsce lotniskiem. Mongolskie krajowe porty lotnicze są grodzone chyba tylko po to, żeby owce nie wyjadały trawy rosnącej na 'pasie do lądowania'.Gdyby nie to, trudno byłoby takie lotniska zauważyć. 
Bardzo szerokim pojęciem są lotniska w Oceanii - te najprostrze gdzieś w głebi lądu niewiele się różnią od mongolskich. Są też naturalnie też lotniska duże, a raczej średnie w skali świata, jednak i one różnią się od tego do czego przyzwyczajeni jesteśmy w Europie, przynajmniej od ostatnich 20stu lat.
Port lotniczy w Wellington - trafi nie trafi
W Australii i Nowej Zelandii największą władzą na lotnisku są służby graniczne. Właściwie trudno powiedzieć które - celnicy, służby emigracyjne czy sanitarne. Przypominają się stare czasy w PL, kiedy celnik bym niczym kapitan - pierwszy po Bogu. W Australii, żeby szybko uświadomić nowoprzybyłych gości gdzie ich miejsce atakuje się ich dziesiątkami tabliczek z ostrzeżeniami kary pieniężnej, więzienia lub niemalże chłosty. Podpaść można na wiele sposobów - o czymś nie powiedzieć, albo powiedzieć za dużo, czegoś nie ujawnić, skręcić w złą alejkę itd. Najzabawniejszy jest sposób prezentowania zakazów - o ile u nas wystarczy zakaz palenia z uniwersalnym symbolem, tutaj każdy zakaz uzupełniony jest o obrazowy opis sankcji grożącej za złamanie przepisu. Tabliczki utwierdzają służby w poczuciu ich 'władzy' - setki ludzi kotłują się przed kolejnymi barierami dzielącymi miasto od samolotu obsadzonymi przez kilka surowo patrzących panów i pań. Polacy chyba łapią się do grupy 'potencjalnych złodzieji naszych miejsc pracy' co jest o tyle nieuzasadnione, że oblegane przez turystów okienka graniczne są nieobsadzone w 70% i sugerują pewna nadwyżke tych miejsc pracy.Oczywiście mamy świadomość, że część tych restrykcji jest sensowna - Australijczycy przeżywają już inwazję kilku gatunków, które sami sobie sprowadzili na kontynent,.część restrykcji jest jednak ewidentnym bonusem on służby z poczuciem władzy.
AirAsia - samolot ekipy Williamsa z F1
Silny kontrastem po kilku takich 'przyjemnych' portach staja się lotniska i w ogóle granice azjatyckie. Tutaj miny też są zwykle poważne, może być bałagan, ale nikt nie robi specjalnie problemów. Groźny chinski pogranicznik pyta o cel podróży, przygląda się pieczątkom w paszporcie oddaje dokumenty .... po czym prosi o ocenę zadowolenia z jego pracy na elektronicznym pulpicie obok okienka. W Kuala Lumpur na lotnisku też lubią tabliczki ostrzegawcze lecz zamiast słów 'zakaz' i 'kara' najchętniej używają 'proszę' i 'uprzejmie'. Długie rzędy CZYNNYCH okienek dość sprawnie radzą sobie z setkami pasażerów. Żeby się nie nudzili czekając na samolot  pasażerowie oprócz restauracji i sklepów mają do dyspozycji darmowe WI-FI (oczywiście Chińczycy są jeszcze lepsi - w Szanghaju zapraszają na lotniskowy basen). Co roku w Kuala ląduje ich blisko 30 milionów, a prawie każdy wydaje się należeć do innej grupy etnicznej, religijnej czy innego kręgu kulturowego. Prawie każdy jest zmęczony po kilku lub kilkunastu godzinach lotu. Malajowie radzą sobie z kontrolą zdecydowanie lepiej niż Ausis, choć też i oni nie zauważają metalowej butelki na benzynę do palnika, którą przewozimy w podręcznym przez wszystkie kontrole.
Międzynarodowy port lotniczy w Luang Prabang

 

 



 

sobota, 8 stycznia 2011

Jaki to ptak?


 Wielke skaczace cielsko z torba jest symbolem australii. Trafione! Trudno o cos bardziej wyrozniajacego. Faktycznie ssaki sa tu tak pokrecone jakby byly dzielem szalonego kreatywnego po konkretnej dawce wspomagaczy. Z reszta napisalismy o tym w listopadzie - Australijskie zoo

O ile jednak Australia zmienia postrzeganie swiata ssakow, to Nowa Zelandia pokazuje co moze dziac sie z ptakami, ktore na pare milionow lat pozostawi sie samym sobie w milych, rozleniwiajacych warunkach. Jak wiadomo nie wszystkie poradzily sobie z pobudka jakie urzadzili przyplywajacy tu ludzie - kilka gatunkow zakonczylo swoje kariery w kuchennych kacikach maoryskich jaskinii. Z drugiej stony anglicy przywiezli kilka nowych gatunkow, ktore dobrze odnalazly sie w tym ptasim raju. Pomimo tego ze ptasi swiat nie jest juz teraz tak egzotyczny jak tysiac lat temu - kiedy na wielkiego moa polowaly potezne orly Haasta, nadal jest miejscem gdzie kazdy podrozny sila rzeczy zamienia sie w ornitologa amatora, no wiec nam tez sie to przydarzylo i kilka nowych gatunkow odkrylismy.


Trudno sie nie denerwowac, kiedy gielda tak spada


Dziewczyny robia sie na bostwo...
... i ida na miasto

Anarchia 

i Porzadek

Kuszenie Waka 

 No i najwiekszy cwaniak na lowach....
..cwaniak znalazl ofiary, beda orzeszki


Bitwa o Anglie, Kaczor wsciekle atakuje

czwartek, 6 stycznia 2011

Konkurs pieknosci


Pierwsza poznalismy w Pickton.  Zeszlismy z promu i chwile pozniej wpadlismy w jej objecia. Widzielismy sie potem wielokrotnie.
Druga spotkalismy w Blenheim, tu jeszcze nie oczarowala nas swoim pieknem, ale dwa tygodnie pozniej, kiedy poznalismy ja z drugiej strony bylismy zakochani po uszy.

Kolejna pieknosc jest z poludnia, to ta smagana antarktycznymi wiatrami. Bylo ich kilka, albo nawet kilkanascie, wszystkie piekne, wszystkie inne, wszystkie samotne. Nie opiszemy wszystkich, moze tylko kilka. Wspaniale drogi wyspy poludniowej.... 


Blendheim, przeciecie miedzystanowej jedynki z szostka
Trudno zdecydowac sie od ktorej zaczac. Moze od jedynki - najdluzsza, najslynniejsza, no i ta pierwsza ;-) Przecina cala Nowa Zelandie, od Auckland po Bluff. To wlasnie ja spotkalismy na nabrzezu w Pickton witajac sie z pusta, zielona wyspa poludniowa. Pomknelismy ku Christchurch. Tuz obok podwojnej nitki asfaltowej drogi pojedynczy, waski tor koleji. Na towarzystwo pociagu nie ma co liczyc - jezdzi raz dziennie. Odrobine za torami kamienisty brzeg, za ktorym rozciaga sie ocean. Rozciaga sie to malo powiedziane, tysiace kilometrow szesciennych wody wypelnia przestrzen stad az do Chile. Niewyobrazalna masa pelna rekinow, meduz, wielorybow, delfinow, fok, wielkich kalmarow i Bog wie jeszcze czego. Tu witac tylko skrawek tego gigantycznego swiata. Kolor oceanu wybierzcie sami - blekit, granat, stalowa szarosc, czern. Jedynka przeglada sie w falach oceanu co kilkadziesiat kilometrow. Chwilami ucieka troche w glab ladu. Mkniemy wtedy pomiedzy pagorkami wymalowanymi zlocisto-zielonymi pastwiskami, lub wsrod malych i srednich miasteczek wschodniego wybrzeza wyspy. 

Inwazja kelnerow, 5 km
Miasteczka przescigaja sie w popularnym w NZ konkursie na miano 'jedynego w swoim rodzaju'. Blendhaim - najlepsze wina, Kaikora - najlepsze miesce do podgladania wielorybow, Christchurch - najlepsze koscioly i tramwaje,  Dunedin -  jedyna kolonia Albatrosa Krolewskiego, tam znowu miasteczko najbardziej wiktorianskie, a to najbardziej francuskie, a to najbardziej stroma ulice na swiecie, a to robi najlepsza kielbase, a tamto jest najbardziej na poludniowy-wschod itd, itd
Spogladamy na te atrakcje i radoscia wracamy do 'naszej' jedynki.  Na poludniowo wschodnim skraju wyspy widzielismy jak jedynka jako pierwsza wita letnie slonce i jak goscinnie przyjmuje turystow na polnocy.   

Jedynke znamy najdluzej, za to szostka ma, jak to czesto drogi z cyfra 6 najwiecej charakteru. Szostka zaczyna sie w Blendheim   - tuz za miastem, gdzien na zalanych sloncem pagorkach dojrzewaja winogrona, a cieple, wilgotne powietrze owiewa stoki z krzewami. Owocom to sluzy - Sauvignon Blanc z regionu jest najlepszym w kraju i jednym z lepszych na swiecie. Moglibysmy tu dlugo posiedziec, opowiadajac Wam o delikatnych, zywych bialych, ale nie o tym historia, mialo byc o szostce. Schlodzone butelki do bagaznika i w droge.

O ile nie przewidujecie zjechac troche z trasy na polnoc, ku parkom narodowym wybrzezy poczatek drogi jest niepozorny.  Po kilkuset kilometrach droga, przecinajac w wyspe w poprzek dociera do niespokojnego zachodniego brzegu. Dalej trasa biegnie wzdloz huczacego Morza Tasmanskiego. Po lewej stronie wyrastaja coraz wyzsze gory, pelne swiezej zieleni, strumykow i dziwnych ptakow. Chwilami droga stanowi jedyna granice pomiedzy wysokimi szczytami a kamiennymi klifami o ktore rozbija ja sie fale. W innych miejscach fale z furia wdzieraja sie na szare plaze ozdobione pniami polamanych drzew naniesionymi podczas sztormow. Nieliczne miasta przezyly tu koniec goraczki zlota. Po pozostalych, tych co mialy mniej szczescia, jedynymi sladami sa czesto nazwy bocznych, szutrowych drog, ktore prowadza teraz do nikad. Roslinnosc, karmiona wilgotnym powietrzem blyskawicznie poradzila sobie z pustymi drewnianymi miasteczkami.

Na poludnie od Hokitiki (ktora dla odmiany chwali sie najlepszymi jubilerami) szostka przestaje byc droga nadmorska i w mgnieniu oka staje sie trasa wysokogorska. Silnik jeczy wspinajac sie po stromych serpentynach, rece kreca kierownica niczym na zaloczonym parkingu Tesko tuz przed swietami, a glowa nie moze upilnowac oczu zeby pilnowaly drogi zamiast podziwiac gory. Szostka prawie lizana blekitnymi jezorami schodzacych z gor lodowcow, przecinana wzburzonymi strumieniami wgryza sie coraz glebiej w Alpy Poludniowe. Wsrod gigantycznych zielonych skarp, spomiedzy smug mgly polyskuja przepelnione strumienie i wodospady. Chwilami wydaje sie ze cale gory sa napelnionym woda balonem, ktory juz przecieka i zaraz peknie. Uciekamy w kierunku prowincji Otago. 

Ale szostka znowu zaskakuje. Kolejna odslona krajobrazu i w miejscu mokrych paproci pojawiaja sie pastwiska i zagajniki drzew kapuscianych. Zbocza staja sie lagodniejsze, a pod nami zaczyna polyskiwac niebieska tafla gorskich jezior. W miare jak zapuszczamy sie na osloniete gorami rowniny widac coraz wiecej cywilizacji. Pojawiaja sie owce, winnice, zaczynaja sie miasta - najlepsze do sportow ekstemalnych, najbardziej zabytkowe itd. Dalej szostka zmierza ku poludniowym krancom wyspy, ale tam ma grozna konkurentke.


Warto zajechac, next fuel 120 km



Zyczenie szerokiej drogi jest jak najbardziej na miejscu

Poludniowa droga krajobrazowa zaczyna sie na obrzezach Fiordland National Park i lukiem podaza na wschod. Nie bede tego nowozelandczykom podpowiadal, ale jest to chyba najbardziej poludniowa trasa na swiecie. Dosc szybko po opuszczeniu Te Anau lasy i jeziora ustepuja miejsca krajobrazom bardziej stepowym. Droga przecina pofalowane pastwiska, a male i duze ptaki co rusz testuja refleks kierowcy startujac z pobocza prosto na szybe. Po kilkudziesieciu kilometrach, mijajac Tutapere, stolice kielbas, trasa dociera do poludniowego brzegu wyspy i sila rzeczy musi skrecic na wschod. O zblizaniu sie do oceanu uprzedzaja juz wczesniej fantazyjnie ' zaczesane' w strone ladu drzewa. Tu wieje czesto i mocno, od Antarktydy tylko poltora tysiaca mil, wiatry i fale maja sie gdzie rozpedzac. Z naszej polskiej perspektywy jestesmy na koncu swiata, dalej sie nie da. W przeciwienstwie do fok, pingwinow czy albatrosow nie jest to jednak nasz wymarzony klimat - wracamy na polnoc. W Dunedin zegnamy sie z Krajobrazowa Droga Poludniowa i witamy 2011. Za pieknosciami z Nowej bedziemy dlugo tesknili.

sobota, 1 stycznia 2011

Bajka o Moa dla Asi na Nowy Rok

Dzis bez Moa juz planeta

Za górami za lasami
Mieszkal sobie ptak z jajami
Żył nad wielką słoną wodą
I wciąż tęsknił za przygodą

W kraju się nie przelewało
Panny brzydkie, kaski mało
Nasz bohater się ciekawił
Co za wodą Pan Bóg sprawił

Raz popełnił błędy w picie
"Ach zatruje mi to życie!
Zaraz będę cienko śpiewać
Nie ma rady, trzeba zwiewać!"

Chciał polecieć na Hawaje
Ale często palił faję
Gdy ze speedem przecholował
Za Australią wylądował

Nowy ptak miał wielki branie
Zachwycone były panie
Bo przy Moa Casanova
Głowę w piasek musi schować

Moa znał się na robiocie
Miał na wyspie dzieci krocie
A że tata był nie mały
Synki masą zadziwiały

Ale cóż to? Koniec świata!
"Przestarzały jest ten tata!
Zamiast latac - rzekly młode -
chcemy jeździć samochodem!"

Aby zwabić je do domu
Moa zaczął po kryjomy
Przyprawione piec szaszłyki,
Ale na nic smakołyki

Młode zamiast tych szaszłyków
Zażądały naleśników
Bo szaszłyki są bez cukru,
Żeby chociaż trochę lukru!

Za nic miały wychowanie!
Nie chodziły na latanie!
Zapomniały sfer prawidła!
W końcu im odpadły skrzydła..

Moa spojrzał nań z ukosa
Obrażony zadarł nosa
"Skoro dzieci nieprzyjazne,
Kupię sobie nowa plazmę!"

Równocześnie od rodziny
Oderwały sie pingwiny
Gdy znudziły je przestworza
Długi brzeg zajęły morza
Stary pingwin zoltooki

Stary pingwin żółtooki
Zakołysał się na boki
Chcąc pozaostać nadal modnym
Skonstruował dom podwodny

Nieco później, w dzień deszczowy
Ktos przypłynał tu na łowy!
Żaden mały nielot Moa
Z ziemi zerwać się nie zdołał

Dziś bez Moa juz planeta
Wszystkie poszły na kotleta
Wielkie ptaki nie wiedziały,
Że świat nie jest wcale stały!

Lecz, gdy człowiek Moa wcinał,
Nic nie wiedział o pingwinach!
Wyćwiczone tłuste młode
Pochowały się pod wodę.!

Z tej bajeczki (tak wypada)
Morał ważny się układa:
Gdy nowości fala płynie
Śmiało nurkuj w jej głębinie

Kiedy młodzi chcą atrakcji
Szukaj z nimi innowacji
Zamiast wchodzić z nimi w swadę
Kup im wielką czekoladę!

A że idzie Nowy Roczek
Pora ruszyć wreszcie boczek
Poznawania piękna świata
Wszystkim życzy Tratatata!

piątek, 31 grudnia 2010

Apokalipsa

Skonczyla sie wisniowka!
No koniec swiata, dalej nie da sie juz jechac, wracamy.

Krotki opis konca swiata:
Po zjezdzie z miedzystanowej jedynki jakies 16 km szutrowka na poludnie. Uwaga na owce! Ostatnie 500 m na piechote. Ominac grodzone pastwisko z wielkimi rolkami siana, dojsc do klifow, popatrzec w dol. Tam gdzie fale rozbijaja sie o skaly jest koniec swiata, przynajmniej z tej strony. Dalej tylko wielkie kalamarnice, morskie weze i bryly lodu.
Published with Blogger-droid v1.6.3

wtorek, 28 grudnia 2010

Sam Gumge by sie utopil

Pamietacie te scenke z LOTR gdzie po smierci Boromira Sam wskakuje do jeziora w pogoni za Frodo i prawie sie topi? Sprawdzilismy, Sam powinien sie utopic, a przynajmniej doznac ciezkiej hipotermii, albo raczej zamarznac wchodzac do wody, przynajmniej jakby tak jak my trafil na poczatek nowozelandzkiego lata.
Published with Blogger-droid v1.6.3

sobota, 25 grudnia 2010

Przypowiesc o powstaniu skrzydel






W szesc dni Pan stworzyl niebo i ziemie, stworzyl morza i lady, rosliny i zwierzeta i stworzyl czlowieka.

Bylo wiec na Ziemii piec kontytentow - . A wszystkie stworzyl Pan i dal we wladanie czlowiekowi, aby panowal na nich lad i dobrobyt.

A kiedy dnia siodmego Pan odpoczywal, zebrali sie Aniolowie i rzekli "Wszystko, co stworzyl Pan jest dobre i piekne, i wszystko dostal czlowiek. Poprosmy, aby dal i nam dodatkowy kontytnent".

I Aniolowie obudzili Pana, i rzekli."Wspanialy jest ten swiat, jest pelen piekna, pieknych roslin i pieknych zwierzat. Jakimz szczesliwym stworzenem bedzie czlowiek, ktoremu to wszystko dajesz!"

A Bog wiedzial, ze w sercach dobrych aniolow jest kropla zalu, ze nie stworzyl zadnego kontynentu dla nich, i ulitowal sie Pan nad swoimi slugami. I stworzyl Bog Australie pelna misiow koala i kangurow, pelna lasow i jezior, pelna motyli i ptakow.

  Z tym ze Pan dopiero sie obudzil ze swojej niedzielnej drzemki po ciezkiej sobocie, no troche zaspany byl i nie zauwazyl, ze wsliznal sie Szatan pod postacia jadowitego weza i zabrala ze soba Behemota w ciele pajaka i Abadona w cialach rekinow i meduz, a takoz i mase innego plugawstwa. I Szatan tak pokierowal rzeki ze cala ziemia zaraz wyschla i stala sie jalowa, i rozplenily sie na niej gady i plazy.

I zaplakali Aniolowie, ze ich piekny kontynent zbrukany zostal i zatruty. A Bog wejrzal na smutki Aniolow, wkurzyl sie troche i postanowil juz wiecej takiej fuszekri nie odwalac. Na jego rozkaz rozstapily sie morza i wypietrzyla sie ziemia w miejscu tak odleglym od wszelkich innych miejsc, ze nikt nie mogl tam dotrzec.  I stworzyl Pan ziemie najpiekniejsza - Gory strzeliste wychodzace prosto z oceanu, i pokryl je lasami, a wsrod lasow ukryl strumienie i rzeki pelne zlota i pieknych kamieni i zadbal zeby kraj ten byl wolny od wezy i pajakow. I dal go we wladanie aniolom i aniolowie sie ucieszyli.

 Ale Pan byl madry, i mial piatke z logiki, i wiedzial co bedzie bo pamietal, ze stworzyl czlowieka na swoje podobienstwo i dal mu wolna wole, i wiedzial jak to sie skonczy. I powiedzial Pan 'Dzien nadejdzie ze czlowiek w poszukiwaniu zlota i jedzenia dotrze i tutaj' i taki dzien nastal.
 
Wiele tysiecy lat pozniej ludzie skrzykneli sie i rzekli "Poplynmy tak daleko, jak nikt jeszcze nie poplynal" I doplyneli az na drugi koniec swiata, do Ziemi Aniolow, gdzie noc pomieszna jest z dniem, slonce chodzi w druga strone, a mech na drzewach rosnie z poludniowej strony, i nie ma anten satelitarnych wskazujacych poludnie tylko sa takie wskazujace polnoc.

Plaga najstraszniejsza - Sandflies
A Pan wiedzial ze tak sie stanie, i zadbal i o to wczesniej. Kiedy wiec widzac ludzi ladujacych na plazy Aniolowie zaplakali, ze nie maja swojego miejsca, Pan,  zeslal na plaze plage najstraszliwsza ze wszystkich, wchodzaca do oczu i ust, pod ubrania i do jedzenia i gryzaca zlosliwie. I z piasku wyszly muszki i uprzykrzyly zycie czlowiekowi na tej anielskiej ziemi, tak ze niechetnie sie tu osiedlal i w gory nie chodzil. A aniolom powiedzial Pan - teraz wiecie po co Wam te nieporeczne skrzydla o ktore tyle razy pytaliscie, Mozecie sie opedzac sie od meszek, jak krowy ogonami. I uradowaly sie Anioly i nie narzekaly wiecej.