Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 października 2010

Na straganie w dzień targowy

Takie słyszy się rozmowy:


"Może się pan tu pochyli,
Pan tak więdnie, panie chilli"

"Cóż się dziwić, mój bananie,
Przegapiłem dziś śniadanie!"

Odpowiada mu krewetka
"Spójrz na kaczkę - ta jest krzepka!"

Krab po brzuszku kaczkę klepie:
"Jak tam, kaczko? Coraz lepiej?"

"Dzięki, dzięki, panie krabie,
Tutaj cieplej niż w Warszawie

Lecz kolendra - z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może."

"A to kicha" -
Tuńczyk wzdycha

Mango stroni od cebuli,
A cebula doń się czuli:

"Moje Mango, moje złote,
Na co dzisiaj masz ochotę? "

Mango tylko nos zatyka:
"Niech no pani prędzej zmyka,

Ja chcę żonę mieć z tropiku,
Żadne z Panią fiku-miku"

"A to kicha" -
Tuńczyk wzdycha

Słychać głos tamarynowca:
"Gdzie ładuje się ta owca?!"

"Nie bądź znowu taki chyży " -
Odpowiada mu wnet ryżyk.

"Widzieliście, jaki gburek" -
Spod straganu westchnął szczurek.

"Niech rozsądzą nas kokosy!"
"Co, kokosy?! Same włosy?!"

A kokosy mówią smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,

Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!"




"A to kicha" -
Tuńczyk wzdycha


A to kicha - tuńczyk wzdycha



Na co nasze swary głupie..

czwartek, 28 października 2010

Sałatka z mango


Spacer ulicami wietnamskich miast to wielkie bogactwo wrażeń. Od pierwszego do ostatniego kroku każdemu białemu towarzyszą miejscowi. Hello, hello! Want to see my shooop? Buy something from mee?
Słodkie uśmiechy otaczają nas ze wszystkich stron, stają sie coraz bardziej nachalne, przklejają się, jak rozpuszczony cukier. Ulica w dusznym upale staje się lepka, kurz zmienia się w kleistą maź przydymiającą barwy. Co kilkadziesiąt metrów przecina się strefy kwaśnych zapachów potraw spożywanych przez rodziny siedzące na plastikowch stołeczkach rozstawionych na chodnikach. W wilgotnym powietrzu ciężko zawieszona stoi kwaśna woń sosów i ryb. Białe światło leje się z nieba, odbija w każdej jasnej powierzchni, oślepia z góry, z dołu i z boku. Parny skwar przyprawia o zawrót głowy spotęgowany przez jazgotliwy harmider skuterów, klaksonów i krzyczących ludzi. Hello, hello! Buy something from meee - nie opuszcza nas ani na moment. W to wszystko wdziera się ostry dźwięk klaksonu ciężarówki torującej sobie drogę w ulicznym bałaganie. Masakra.


Wystarczy jednak wsiąść na rower - ciepły wiatr rozwiewa lepki upał. Zbyt mocne z bliska zapachy i dźwięki rozmywają się w powietrzu zostającym w tyle pozostawiając wrażenie bogatego, kolorowego nieładu.








Tak właśnie powstaje wietnamska kuchnia fusion - kwaśny sok, lepki cukier, oliwa o zapachu ryby i ostre chili. Do tego mango, niezbyt dojrzałe, wydawałoby się zbyt kwaśne. Każdy smak zbyt intensywny, żeby zjeść choć łyżkę. Bierzemy wszystkiego po trochu, mieszamy ze sobą i już na talerzu mamy kolorowy misz masz o pięciu smakach jednocześnie wzmacniających się i łagodzących nawzejem. Dodajemy orzeźwiający sok z limonki i już czujemy się zupełnie jakbyśmy wskoczyli w chłodne fale oceanu na plaży (która nota bene znajduje się na końcu tej dusznej ulicy).



Przepis na sałatkę z mango:

Ta niezwykla salatka musi być przygotowywana w ostatniej chwili. Należy wybrac do niej mango lekko kwaśne - niezbyt żółte ani miękki, ale też nie całkiem zielone. Niektóre składniki należy przygotować wcześniej - np. smażoną szalotkę, czy prażony sezam.

Składniki:
1/4 mango pokrojonego w paseczki
1/4 cebuki pokrojonej w paseczki
miseczka świeżych ziół (mięta, liście anyżu, coriander (cokolwiek to jest :)
5 ugotowanych krewetek
100 gram przgotowanej grillowanej piersi kurczaka




Sos:
łyżeczka soku z limonki
1-2 łyżeczki cukru
2-3 łyżeczki oleju rybnego
łyżeczka sypkiego czosnku w oliwie
łyżeczka ostrego chilli w oliwie
łyżka smażonej szalotkiw oliwie





Zmieszać wszystkow misce. Delikatnie przelożyć paleczkami na talerz, na koncu wylać z miski sos na wierzch. Posypać sałatkę smażoną szalotką i prażonym sezamem. Podawać z grillowaną piersią kurczaka. Smacznego :)

wtorek, 14 września 2010

Pojedli nie Mao

W pociągu relacji Ułan-Bator spotkaliśmy chłopaków z Krakowa. Chopaki równe więc jak to bya na obcej ziemi rozmowa się dobrze kleiła, a już szczegolnie jak wpadł na chwilę Czingis.
Odnaleźlismy się potem w Pekinie -jednak małe to miasteczko. Żeby było razniej ruszyliśmy razem na mury....

    
Mur nie w kij dmuchał, 2 godziny w upale potrafi zmęczyć. Na szczęście dzięki Łukaszowi byliśmy profesjonalnie przygotowani. Mimo wszystko trzeba bylo uzupelnić węglowodany - ruszyśly w miasto.
Oczywiście wybraliśmy najlepszy lokal w mieście -"Pekińczyk u Kima"

Najpierw zamawiane. Na szczęscie wszyscy znamy dobrze mandarynski...


"Y-ha, fi-huu, han. Una -la nigii" - Koniki proszę dobrze wysmażyć, nie lubie krwistych 


<>
Rybkę na wszelki wypadek lepiej obejrzeć z bliska, zamiast w akwarium


Przed każdą bitwą najgorsze jest oczekiwanie. Długo czekaliśmy na główne oddziały


Najpierw pojawila się kawaleria...


potem walczyliśmy już na wielu frontach



....Ku ciesze Patriarchy pojawily się nawet oddziały pancerne.


W pewnej chwili byliśmy bliscy zwątpienia czy tą bitwę uda się wygrać?

Ale po chwili przeprowadziliśmy decydującą szarżę i talerze zostaly puste...


Za zwycięstwo!

piątek, 10 września 2010

Żywot Barana

Przepraszam czy jest Baran?
Życie barana w Mongolii podlega ściśle okreśonym regułom. Jego porządek oraz szczegóły kolejnych etapów poznajemy od końca. Pierwsze spotkanie nestępuje już kilka godzin po rozpoczęciu naszego Tour de Mongolie w przydrożnym barze. Uśmiechnięta Pani serwuje nam świeżutkie placki Huuszuur, czyli baraninę w cieście smażoną w głębokim tłuszczu, zapewne baranim. Po doprawieniu Maggi stojącym na stole smakują wspaniale.




Buuz - miły baran, zwykle z piwem się pojawiał
Huszur - szybki baran na drogę


Następnego barana spotykamy w gościnnym domu Erki, naszego kierowcy. Po zwykłej europejskiej herbatce i chlebie z wyśmienitymi powidłami, gospodni przynosi nam miejscową zupę - nieklarowany rosół barani z makaronem domowej roboty, jarzynami i pierożkami z baraniną. Koleżanka wegetarianka dostaje miskę warzyw (wyciągniętch z rosołu) - pomagamy jej więc opróżnić talerz. Nie dajemy rady zjeść wszystkiego. Jednie John nauczony przez mamę, że trzeba jeść do końca i po opróżnieniu miski natychmiast dostaje dokładkę.

Czy świeże, naturalnie że świeże.. Baran Marian świeżo z podwórka
Po pewnym czasie Mongołowie wtajemniczają nas w inne etapy baraniego losu udowadniając, że zawsze dostajemy świeże posiłki. Zapowiadają nam, że na jedzenie trzeba będzie trochę poczekać. Po kilku minutach bezceremonialnie wnoszą do restauracji skórę wraz z ciepłymi jeszcze częściami nadającymi się do jedzenia. Na naszch oczach przyrządzają cały obiadek. Posiłek wegetariański, chociaż wyjątkowo przyrządzany oddzielnie na polskim oleju słonecznikowym znów dostajemy do podzialu - koleżanka zjada swoją sałatkę na dworze.


Smak i zapach baraniny towarzyszy nam wszędzie - czy to gorąca woda na herbatę, czy mongolska autostopowiczka - cały kraj ma ten sam niepowtarzalny aromat. Po trzech tygodniach jesteśmyprzekonani, że długo jeszcze nie weźmiemy tego mięsa do ust.

Sir, proszę spróbować. Jak zbyt kwaśne to naturalnie otworzymy następnego

czwartek, 12 sierpnia 2010

Inżynier Aleks poleca jedzenie 'Jewropiy Zauralskiej'

 Chyba kotlety wygraly, bedzie wiec w temacie kulinarnym

Rybki i nasz pojezd
Dni w pociagu plynęły wolno. Siedząc, a raczej wisząc w lepiącym wagonowym powietrzu dyskutowaliśmy na uniwersalne tematy. Nasze umiejętności jezykowe (zaciągany polski, ok 200-300 slow po rosyjsku, olówek i kartka) nie pozwalal nam na rozważania filozoficzne czy egzstencjalne tak więc zamiast uczyć rosjan naszej wizji histori skupiliśmy się na tematach blizszych ciału -  pogoda czy jedzenie.
Aleks, inzynier z UłanUde w pociagu stał się naszym przewodnikiem po kuchni szlaku transsyberyjskiego. Najpierw kazal nam jeści jakieś wędzone ryby, kupone gdzieś przed Krasnojarskiem. Calkiem dobre, tyle że trochę za duzo, a że Buriatka oburzyla się na pomysł wyrzucania nieskonczonego jedzenia , to przez caly nastepny dzień w naszym przedziale unosił się zapach dymu i ryby. Kolejnym odkryciem, które pokazał Aleks byly szyszki.
Inzynier Alex gryzie szyszkowe pestki
Szyszka

Polecamy jeśli zdarzy Wam się głodować na Syberii - nie musicie od razu zasadzać się na niedźwiedzia, wystarczy wdrapać się na Cedr Syberyjski (a moze chodzilo im o świerk) i nazbierać ze 20 takich szyszeczek. Potem z 10 minut walki i rozlupywania każdej z nich i już możecie wcinać miąsz podobny troche to pestek slonecznika (Osmol, lepiej zebyś jadł slonecznika, bo niedźwiedzia to na KFC nie latwo przerobić)
Ostatnia rzeczą, na ktorą wysłał nas Aleks byly buriackie pozy. To dość smakowite pierożki gotowane na parze wpelnione dobrze przyprawionym mięskiem wołowym. Pierożki, a raczej sakiewki mają dziurki, z ktorych na samym poczatku wypija się bardzo aromatyczny rosolek. Aż zglodnieliśmy od tego pisania, wiec może starczy.  
Pozy przed
Rosol prosto z pozy